Sardynia – etap drugi przeprawy z Grecji na Kanary

Grudzień 6th, 2016 | Posted by carinho in Jacht | LifeStyle | Miejsca | Rejsy | urlop | wakacje

3-5.12.2016 r.

Wreszcie w sobotę rano dotarła do nas przesyłka z Catanii – szekla, która ma gwarantowaną, znacznie większą wytrzymałość obciążeniową niż zwykłe szekle. Na wszelki wypadek zamówiliśmy dwie takie 😉 Ranek był dość wietrzny, ale udało się wciągnąć genuę na nowym mocowaniu i byliśmy znów gotowi do dalszej podróży. Przez 3 dni czekania na tę szeklę przy okazji odpoczęliśmy solidnie, wypraliśmy garderobę, zaprowiantowaliśmy, odwiedziliśmy stare, dawno niewidziane kąty… Znów było miło w tej naszej ulubionej sycylijskiej marinie, choć znacznie drożej niż w 2014 r. 😉

dsc_0148

Zamówiona atestowana szekla Wichard – mamy nadzieję, że wytrzyma dłużej niż jej zwykła poprzedniczka 😛 .

dsc_0149

Genua wciągnięta na maszt, prowiant kupiony – można ruszać w drogę 🙂 .

dsc_0152

Tak tylko pro forma, ale trzeba się jednak odmeldować w biurze mariny 🙂 .

dsc_0153

Ostatni rzut oka na marinę w Licacie 🙂 .

dsc_0155

Za chwilę miniemy główki portu 🙂 .

dsc_0157

A za główkami portu niemalże nie było wiatru 😛 . Na szczęście mamy sposób na pływanie w takich słabych powiewach 🙂 .

dsc_0161

Niecałe 4 węzły wiatru już pięknie wypełniają spinakera 🙂 .

dsc_0162

Czasem tylko trochę trymowania, ale można sobie płynąć w ciszy, bez warczenia silnika 🙂 .

dsc_0166

Prędkość jachtu nad dnem (SOG), czytana z GPS wynosi 3,5 węzła…

dsc_0169

… przy prędkości wiatru 3,7 węzła (na lewym zegarze) 🙂 Jak widać na prawym zegarze nie wyświetla się prędkość jachtu po wodzie, bo log mechaniczny (mały wiatraczek pod kadłubem) znów zarosły jakieś żyjątka i niestety przestał się kręcić… No i oczywiście nie ma chętnego do zanurkowania i przeczyszczenia go 😛 .

dsc_0170

Ta pora roku jest burzliwa na Morzu Śródziemnym, tak dosłownie 😉 Nad horyzontem znów pojawiły się chmury ewidentnie zwiastujące burzę… 😛 .

dsc_0171

Początkowa nadzieja, że może gdzieś tam w oddali zostaną, zaczynała się rozwiewać… 😛 .

dsc_0175

Ale, ale… udało się! Burza przeszła tuż za rufą Balaou rosząc go tylko paroma kroplami deszczu i oszczędzając od porywistego wiatru… 🙂 .

dsc_0178

Jednak zachodzące słońce podświetliło kolejne potężne chmury budujące się przed nami… 😛 .

dsc_0183

Noc minęła na szczęście bez atrakcji burzowych, których się spodziewaliśmy widząc niebo rozjaśniane błyskawicami gdzieś daleko przed nami… A bezchmurny wschód słońca przynosił nadzieję na piękny, spokojny dzień 🙂 .

dsc_0184

Tu byliśmy rano 4.grudnia, w centrum czerwonych kręgów, z których każdy oznacza 5 Mil, a ostatni ma zakres 50 Mil 🙂 .

dsc_0187

I faktycznie dzień był piękny, słoneczny i wietrzny – tak to można żeglować… 🙂 .

dsc_0188

Balaou sunie na zachód, do Sardynii ma jeszcze jakieś 160 Mil 🙂 .

dsc_0192

A tymczasem – wizyta delfinów pręgobokich 🙂 .

dsc_0195

Jak zwykle najlepsza zabawa jest przed dziobem jachtu 🙂 .

dsc_0196

Gdyby tak Balaou mógł tak szybko pokonywać morskie fale… 🙂 .

dsc_0199

W połowie drogi między Sycylią a Sardynią 🙂 .

dsc_0200

Na kilka godzin (i ok.20 Mil) przed dotarciem do upatrzonej na postój zatoki 🙂 .

dsc_0201

Dzień był raczej pochmurny, słońce tylko pojedynczymi promieniami przedzierało się przez skłębione na niebie barany, ale wiatr był doskonały, Balaou pędził jak na skrzydłach 🙂 .

dsc_0202

Wysoka na 230 m skała to cypel, za którym znajduje się rozległa zatoka Golfo di Palmas i nasze kotwicowisko 🙂 .

dsc_0206

No i jesteśmy, niedługo przed zachodem słońca – idealnie 🙂 Kotwica rzucona, Kapitan wyłącza silnik – Sardynia jest nasza 🙂 .

dsc_0207

Wieczór zapowiada burzliwą noc, ale… jutro podobno ma być bardzo słoneczny dzień i… flauta 😛 . Zobaczymy 🙂 .

Ten etap miał w sumie 860 Mil i 167 godzin – całkiem niezły staż 🙂 O tej porze roku to istny slalom pomiędzy burzami i niepewność pogody mimo kilku prognoz ściąganych z różnych źródeł… Trzeba być gotowym na raptowną zmianę warunków dzień i noc… Dwuosobowa załoga ma sporo na głowie i dużo znaków zapytania. Na szczęście odcinki po 200-300 Mil trwające 2-2,5 doby, a potem dzień postoju, to taki cykl umiarkowanego zmęczenia i odpoczywania, żeby nie zrobić z tej całej 2500 -Milowej wyprawy karkołomnego wyczynu, którego już nigdy więcej nie będzie się chciało powtórzyć 😉 .

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login