Marmurowa zatoka na Paros

Wrzesień 16th, 2013 | Posted by carinho in Miejsca | Rejsy

 15.09.2013r. Dziś nasz cel to Paros.

Skalista i niedostępna Amorgos ma reputację „najbardziej autentycznego kawałka Grecji wyspiarskiej”. Brak plaż sprawił, że nie powstały tutaj kurorty, a brak kurortów oznacza brak masowej turystyki. W naszej zatoczce rzeczywiście panują sielskie klimaty. Dziś rano pobudkę zrobił nam orszak kóz schodzących z gór i dzwoniących swoimi dzwoneczkami. Beczały przy tym i podskakiwały spiesząc się do wodopoju ustawionego tuż przy kamienistej plaży.

DSC_2815

Kozy idące gęsiego

Nie dla wszystkich ta pora dnia, to „poranek”. Nasz sąsiad już dawno wrócił z połowu i właśnie porządkował sieci śpiewając sobie pod nosem.

DSC_2816

Sympatyczny sąsiad

Opuszczamy naszą rewelacyjną kryjówkę, a na odjezdne cykamy fotkę „rybim okiem”, które jakoś zostało zapomniane przez wszystkich. Zdjęcia robione tym obiektywem są fantastyczne. Na przykład ten wygięty kadłub jachtu – jakby obejmował całą zatokę.

DSC_2833

Balaou wygięty w łuk

A tutaj obiektyw był skierowany inaczej – tak, że to horyzont jest wygięty.

DSC_2840

Zagięcie całej czaso-przestrzeni

Znowu na tym zdjęciu fragment wody tworzy jakby kulę opierającą się o wygięty kadłub Balaou.

DSC_2841

Balaou przyciśnięty ogromną kulą wody

A najlepszy jest efekt łapania w kadr obiektów na pozór całkowicie poza zasięgiem obiektywu. Na tym zdjęciu obiektyw celowałam prosto w niebo, a w kadrze znalazły się… moje nogi. Nic dziwnego, jeśli nasze „rybie oko” ma pole widzenia aż 180°. Tak to można szpiegować – niewinnie kierujesz obiektyw przed siebie, a zdjęciu masz o wiele więcej, niż komuś stojącemu z boku się wydaje 😉

DSC_2842

Przed „rybim okiem” trudno się schować

Zabawę z „rybim okiem” przerwały nam… delfiny! Jak dawno ich nie widzieliśmy… Chyba ostatnio przy Sycylii. Nie było to zbyt wielkie stado, ale dwa osobniki zainteresowały się Balaou i podpłynęły na kilka minut. Reszta podążała w innym kierunku. Szkoda, że nie są tak towarzyskie i skore do zabawy jak te w Atlantyku, które celowo podpływały do jachtu i potrafiły choćby godzinę płynąć i figlować przed dziobem.

DSC_2850

Zajęte własnym życiem delfiny

I tak zabawiając się Nikonem i podziwiając delfiny dopłynęliśmy do Naxos – największej wyspy archipelagu Cyklad. Jest tu taka ładna zatoka Kalando, szerokim łukiem wcinająca się w południowy cypel wyspy. Od niedawna funkcjonuje tu również mały porcik i to ze wszystkimi mediami, co nie jest wcale takie oczywiste w Grecji. Ale to nie porcik najbardziej przyciągał wzrok, lecz plaża okalająca calutką zatokę.

DSC_2861

Plaża w Zatoce Kalando

A na skraju plaży skaliste półki i uskoki – dla tych, którzy cenią sobie prywatność.

DSC_2867

Plaża dla wyjątkowo romantycznych

A dla tych, którzy nie chcą wybierać pomiędzy niedzielną mszą, a leniuchowaniem nad wodą, jest mały kościółek tuż przy zejściu na plażę.

DSC_2866

Rozwiązanie dla wierzących plażowiczów

Nie mieliśmy zamiaru zostać w tym porciku, lecz zrobić mały rekonesans. A wypływając uwieczniliśmy zatokę na fotce – tym razem obiektywem szerokokątnym, który również ma duży kąt widzenia, bo aż 109°, choć nie zagina przestrzeni tak fikuśnie jak „rybie oko”.

DSC_2869

Panorama Ormos Kalando

W dalszej części rekonesansu zahaczyliśmy o port Livadhi na sąsiedniej Paros. Bardzo przyjemna, maleńka przystań, taka na jedną noc. Ale, że nie mieliśmy jeszcze potrzeby dolewania wody do zbiorników, ani paliwa, ani doładowywania akumulatorów, więc nie zostaliśmy tu nawet na tę jedną noc.

DSC_2907

Przystań przytulna, ale… innym razem 😉

Zresztą zaledwie 1 milę dalej na północ mieliśmy już upatrzoną zatoczkę o sugestywnej nazwie – Marmara. Wyspa Paros  jest zagłębiem marmuru od czasów antycznych. Najznakomitsi architekci i rzeźbiarze starożytnej Grecji sprowadzali wspaniały, biały kamień właśnie stąd. Z paryjskiego marmuru wykonano słynny posąg Wenus z Milo i skrzydlatą Nike z Samotraki (dzisiaj obie są perłami paryskiego Luwru). Być może w tej zatoce niegdyś ładowano białe bloki skalne na statki?

Wejście do zatoki nie wyglądało zachęcająco. Najeżony skałami brzeg i dość mocne falowanie nie wróżyły spokojnej nocy…

DSC_2913

Rozfalowane wejście do Marmara

Ale im głębiej wpływaliśmy, tym fale stawały się mniejsze, aż niemal całkiem zanikły 🙂  Głębokość 3,5 metra. Bojka za burtę! Kotwica w dół!

DSC_2915

Bojka zdradza, gdzie leży kotwica

W pobliżu skałek widać było co jakiś czas błyskające płetwy i wystające rurki. Jak nic, coś fajnego jest pod wodą. Nie trzeba było nikogo namawiać na nura. Po całym dniu przypiekania się na słońcu kąpiel była pilniejsza od kolacji 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podwodne łąki…

Pod wodą toczyło się naprawdę bujne życie, zwłaszcza bliżej brzegu, gdzie dno porastały łąki. Wśród traw śmigały małe i całkiem duże ławice małych i całkiem dużych ryb, na dnie leżały rozgwiazdy, a na skałkach straszyły nastroszone kolcami jeżowce. Po tej cudownie odświeżającej kąpieli wyraźnie zaostrzyły się apetyty, czas wracać na Balaou – dzisiaj spaghetti neapolitana 🙂

DSC_2917

„… oby makaron już był ugotowany…”

Pomyśleć, że na tej turystycznie zorganizowanej wyspie uchowało się takie ustronne i przytulne lokum dla jachtów, zupełnie pominięte w locjach, a może właśnie dlatego zupełnie puste… I całe to miejsce – te rudawe wzgórza i plaża z białymi kamykami po przeciwnej stronie, ten mały kościółek na skale, i ten bezmiar kryształowej wody, i romantyczny zachód słońca – jest dzisiaj wyłącznie dla nas 🙂

DSC_2918

Słońce zachodzi najpiękniej… w absolutnej ciszy.


You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login