Kea pachnąca figami

Wrzesień 5th, 2014 | Posted by carinho in Jacht | Kulinaria | Miejsca | Rejsy

05.09.2014r.                                                                             37°39,56?N 024°18,88?E

Pogoda wciąż nam dopisuje, chmury zawsze są gdzieś indziej niż nad Balaou, a słońce świeci pełną mocą i będziemy mieć w albumie piękne fotki 🙂 Wprawdzie prognozowane są lokalne burze, ale póki co jest spokojnie. Może mogłoby być tylko trochę bardziej wietrznie, żeby nie płynąć kolejny dzień na silniku 😛 Dobrze, że mamy do pokonania tylko 22 Mile, nadal na północ. Chcemy dotrzeć do Kei, kolejnej nieopisanej w naszym przewodniku wyspy na Cykladach, żeby wypełnić tę krajoznawczą lukę 🙂

DSC_4841

Za rufą został uroczy porcik Merichas na Kithnos 🙂

DSC_4844 kopia

Wiatr się nie pokazał niestety, ale Kea w zasięgu wzroku była pocieszającym widokiem 🙂

DSC_4853

Latarnia zbudowana w  pięknym, starym stylu, na cyplu zamykającym Zatokę Agios Nikolaos, gdzie znajduje się nasz port 🙂

DSC_4869

Płyniemy właśnie pontonem do nabrzeża portu Korissia, by jak najszybciej zdobyć jakiś środek lokomocji i ruszyć wgłąb lądu 😉

DSC_4884

A na nabrzeżu portowym, na kutrach, które wróciły z połowu, praca wre 🙂

DSC_4885

Nie tylko małe rybki utknęły w sieciach… ta będzie rarytasem na restauracyjnych stołach 🙂

DSC_4904

Tu wzięliśmy skutery. Harley nie wchodził w grę 😛 No cóż… nie dla psa kiełbasa 😉

DSC_4910

Port rybacki i dla małych jachtów w Vourkari, kilka  kilometrów dalej na północ 🙂

DSC_4915

Tutaj też kutry wracają z porannego połowu 🙂

DSC_4917

Wioska Vourtari jest cicha i daleka od biznesu turystycznego 🙂

Najbardziej wysunięta na północ jest Zatoka Otzia. Płynąc na wyspę Kea braliśmy ją pod uwagę jako kotwicowisko, bo wyglądała na dobrze osłoniętą, co z kolei obiecywało komfortowy nocleg, ale ostatecznie wygrało kotwicowisko w Korissia Bay, bo… tam była wypożyczalnia skuterów 😛 Jednak dla żeglarzy niewybierających się na wyprawy po lądzie ta zatoka jest najlepszą przystanią na wyspie 🙂

DSC_4923

Zatoka Otzia jest rewelacyjnie uformowana, jak oczko wodne połączone tylko wąskim przesmykiem z resztą morza 🙂

DSC_4924

Trudno o lepsze schronienie na noc dla jachtów podczas najgorszej nawet pogody 🙂

DSC_4925

Spokojne wody Zatoki Otzia, ciepłe i praktycznie zupełnie pozbawione fal, to wielki atut również dla plażowiczów 🙂

Jadąc na wschód dotarliśmy do klasztoru Kastriani. Jego nazwa pochodzi od kastro (zamek), na miejscu którego został wzniesiony w 1912r. Legenda mówi, że ok.1700 r. pasterze przeganiający tędy swoje owce zauważyli światło na szczycie wzgórza. Poszli tam i znaleźli ikonę Marii Dziewicy. Na pamiątkę tego wydarzenia w miejscu tym najpierw postawiono kapliczkę, a później monastyr.

DSC_4945

Monastyr można zwiedzać, ale trzeba być odpowiednio ubranym 😛

DSC_4947

Ci, co nie są odpowiednio ubrani, muszą czekać za bramą 😛

DSC_4938

Prześliczny, mały mieszkaniec klasztoru 🙂

Wyspa Kea będzie nam się zawsze kojarzyć z… jedzeniem, które można po prostu znaleźć przy drodze 😛 Figi, granaty, migdały, winogrona rosną przy rowach, na wzgórzach i nic nie wskazuje na ich przynależność do kogokolwiek – żadnych domostw w pobliżu, żadnego ogrodzenia, żadnych oznak ludzkiej dbałości o te rośliny – rosną po prostu dziko, skazane na łaskę i niełaskę natury. Prawdziwy raj dla łasuchów, można zatrzymać się na poboczu i zajadać prosto z drzewa te aromatyczne, słodkie, rozpływające się w ustach owoce…

DSC_4953

Drzewa figowe, pełne dojrzałych owoców i pachnące na kilometr 🙂

Figi uprawiano już w epoce brązu. Były ważnym źródłem pożywienia dla starożytnych cywilizacji na Bliskim Wschodzie, a liczne pestki figowe odkryto wykopaliskach sprzed 5 tysięcy lat w Gezer (dzisiejszy Izrael). Pierwsze zapiski o uprawach odnaleziono w Sumerze i Egipcie, gdzie zachowały się również płaskorzeźby przedstawiające zbiory fig, datowane na ok. 2500 r. p.n.e. W Europie to właśnie Grecy rozpoczęli uprawę figowca już w IX w. p.n.e. i właśnie na wyspach Morza Egejskiego,m.in. również na Kei 🙂 O tym, jak duże znaczenie dla ludzkości miało drzewo figowca świadczy choćby to, że w samej Biblii został wymieniony ponad 70 razy. Znamy przypowieść o pierwszych ludziach, Adamie i Ewie, którzy zawstydzeni swoją nagością zasłonili się… liściem figowym. Gdy prorocy biblijni chcieli zobrazować coś najlepszego i najcenniejszego, powoływali się właśnie na owoce figi. W czasach antycznych drzewo figowe i wspinająca się po nim winorośl były symbolem pomyślności i pokoju, a zniszczenie figowców podczas wojny lub przez szarańczę było jednym z największych nieszczęść. Za ścięcie drzewa figowego Talmud Babiloński przewidywał karę śmierci. Z kolei w starożytnej Grecji ateński prawodawca Solon zabronił eksportu fig poza Attykę, a na straży tego prawa postawił sykofantów, czyli donosicieli zawiadamiających władze o kradzieży lub nielegalnym wywozie świętych owoców. Dobrze, że czasy te minęły, bo pewnie kara za objadanie przydrożnych figowców też byłaby sroga… 😛

DSC_4957

Granat, to owoc miłości i nieśmiertelności 🙂

Granat pochodzi prawdopodobnie z górzystych rejonów Pakistanu i Iranu. Roślina ta już 3000 lat temu znana była w Egipcie. Bogini wojny i medycyny ? Sachmet, na wzmocnienie piła regularnie krwistoczerwony sok z granatu, a dzięki niemu uzyskiwała moc do pokonania wrogów i złych mocy. W Starym Testamencie obiecana Ziemia Święta jest piękną krainą, krainą ze źródełkami i strumieniami, krainą z pszenicą i jęczmieniem, krzewami winnymi, drzewami figowca i granatu, drzewami oliwnymi i miodem daktylowym. Pustynia jest natomiast opisywana jako miejsce w którym nie ma siewów, nie rosną żadne krzewy winne ani granaty. Owoc granatu nagminnie służył jako kultowa ozdoba. Złote dzwonki zdobiące świątynie były w kształcie owocu granatu, wyposażenie wnętrz, wyroby hafciarskie, głowice kolumn, szaty kapłanów były ozdobione wizerunkami owoców granatu. Winogrona i owoce granatu były oznakami bogactwa i żyzności kraju. Niektórzy badacze są zdania, że w Edenie owocem z drzewa życia był owoc granatu, a nie jabłko. W Starym Testamencie był symbolem czystości i dziewiczości matki Jezusa, a od średniowiecza stał się berłem, jako symbol cnót władcy. Drzewo granatowca, z powodu swoich ognistoczerwonych kwiatów, było wyobrażeniem miłości i małżeństwa. Panny młode nosiły wianki z kwitnących gałązek granatu. Persowie z gałęzi drzewa granatu robią święte miotły. Także przy narodzinach i śmierci owoc ten ma swoje znaczenie. Noworodkom daje się nić, która ma im towarzyszyć całe życie, a podczas tej ceremonii rzuca się ziarnami granatu. Natomiast na łożu śmierci umierającemu Persowi daje się do ust sok z owocu granatu. Irańska Aredivi Sura Arahita, bogini wody i płodności, jest przedstawiana z kwiatem granatu przy piersiach. Dla przedstawicieli chińskiej alchemii ten jasny, czerwonawy sok był ?skoncentrowaną duszą? i przynosił długie życie lub nawet nieśmiertelność. Również w Buddyzmie granat należy do świętych owoców. Wgląd w historię, symbolizm i ostatnie odkrycia medyczne związane z tym tajemniczym owocem stawia go w zupełnie innym świetle, zwłaszcza jeśli chodzi o jego wpływ na zdrowie. Zebrane w południowych Indiach ayurvedyjskie materiały źródłowe wskazywały na zdumiewającą wielorakość zastosowań granatu w tej bodaj najstarszej na świecie medycynie. Różne części tej rośliny stosowano na infekcje bakteryjne, ból żołądka, na kaszel, na wzmocnienie kośćca, na wrzody żołądka i na pozbycie się tasiemca. Podobną praktykę stosował ojciec medycyny Hipokrates. Obecnie wiadomo, że granat zawiera wartościowe fitofenole w formie super przeciwutleniaczy ? ma ich znacznie więcej niż czerwone wino i zielona herbata razem wzięte. Około 70 procent przeciwutleniaczy owocu pochodzi ze skórki, dlatego znacznie zdrowsze jest picie soku przygotowanego z całego owocu łącznie ze skórką, niż jedzenie tylko jego zawartości. Granat jest jednym z niewielu owoców zawierających również związki typu estrogenowego, łagodzące przykre efekty menopauzy i działające antynowotworowo. Niektóre badania głoszą, że granat działa jak naturalna viagra. W prowadzonych w tym zakresie badaniach zmierzono zdolność do erekcji królików, dowodząc, że regularne picie soku z granatów podnosi poziom tlenku azotu i zwiększa przepływ krwi podobnie do tego, jak robi to viagra. No cóż, w końcu granatowiec to Drzewo Życia ;)

DSC_4961

Jadąc na południe wyspy dotarliśmy do stolicy – Ioulis 🙂

Ioulis, jak przystało na typową cykladzką chorę, ukrywa się w górach, które w średniowieczu były jedynym schronieniem przed piratami. I to koniec podobieństw z innymi chorami. Tutaj zabudowa łączy w sobie cechy architektury cykladzkiej (białe elewacje, niebieskie drzwi i okna) i włoskiej zapożyczonej od średniowiecznego okupanta, czyli Wenecji (bardziej spadziste dachy pokryte czerwoną dachówką i często spotykane koronkowe balkony z kutego żelaza).

DSC_5027

Stolica na wzgórzu jakby wystawiała twarz do słońca 🙂

DSC_4971

Najstarsza część Ioulis 🙂

DSC_4977

Całkiem udane pomieszanie stylów :p

DSC_4988

Winogrona obrastające cały murek były naprawdę wieeelką pokusą… Niezwalczoną, jak widać 😛

DSC_4990

W dole, na podeście z białych kamieni, wyleguje się duma i chluba wyspy – Kea Lion 🙂

DSC_4996

Jeden z mieszkańców zapytany, gdzie znajdziemy tego „pussy cat” (czyli kotka) obruszył się powtarzając kilkukrotnie, że to jest „L-I-O-N!” (czyli lew) 😛

Lew Kea lub Lionda z VI wieku p.n.e. jest jednym z najsłynniejszych zabytków na wyspie. Autor ani dedykacja pomnika nie są znane, ale nam w zupełności wystarcza legenda wyjaśniająca okoliczności pojawienia się lwa na Cykladach. Otóż Kea niegdyś znana była jako Wodna Wyspa – Ydroussa i była zamieszkana przez nimfy wodne. Jednak bogowie zazdrościli wyspie wyjątkowego piękna i zesłali na nią lwa, aby zakończył tę idyllę. Lew przegonił nimfy, a wraz z tym źródełka, strumienie i rzeki wyschły… Dla mieszkańców nastał czas suszy, nieurodzaju i głodu. Poprosili więc o pomoc syna Apollona, Aristajosa, a on zbudował na wyspie świątynię dla najpotężniejszego z bogów, Zeusa. Ten zadowolony z daru sprowadził życiodajny deszcz i jak również uciekinierki nimfy. Legenda ta jednak nie wyjaśnia, dlaczego lew ma uśmiechnięty wyraz twarzy… Podobno właśnie ta kwestia najbardziej zaprząta głowy historykom 😛 Ale nie tylko Zeus był bogiem, któremu oddawano cześć na tej wyspie… Innym był… Syriusz. Mieszkańcy wznosili modły do Syriusza, zwanego Psią Gwiazdą (w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa) i nawet kuli monety z wizerunkiem psa okolonego promieniami gwiazdy. Wierzono, że jasne pulsujące światło tej gwiazdy zwiastuje szczęście i urodzaj, natomiast przyciemnione i mgliste zapowiada nadejście głodu i zarazy. Wiele kultur nadaje Syriuszowi szczególne znaczenie. W starożytnym Egipcie Syriusz (Sotis) również był czczony jako bóstwo. Egipcjanie opierali swój kalendarz astronomiczny na heliakalnym wschodzie Syriusza, a wiele egipskich świątyń było zorientowanych tak, aby światło gwiazdy było widoczne z ołtarza. Symbolizował Izydę, boginię magii i rodziny, żonę władcy zaświatów, Ozyrysa. W mitologii greckiej Syriusz był tylko psem Oriona i ogólnie nie odgrywał znaczącej roli, ale na tej wyspie czczono go równym respektem i oddaniem jak w Egipcie. No i to jest właśnie niezwykle oryginalne i intrygujące…

DSC_5000

Drzewo migdałowca  na wzgórzu Ioulis 🙂

Ojczyzną migdałowca, podobnie jak figowca, również jest Bliski Wschód. Nie wiadomo dokładnie, kiedy drzewka te zostały sprowadzone do Europy, ale wiadomo, że przez Greków. Źródła historyczne potwierdzają istnienie tutaj upraw migdałów 3 tys. lat p.n.e, ale być może uprawiano je już znacznie wcześniej – pestki migdałowe odnalezione na terenie różnych wykopalisk w Grecji datowano nawet na 8 tysięcy lat p.n.e. Najstarsze znaleziska migdałowców w Egipcie pochodzą z okresu około 1550 r. p.n.e., są więc znacznie młodsze niż greckie. W starożytności wierzono nie tylko w tajemniczą moc owoców migdałowca, ale również pnia. Robiono z niego berła dla królów w przekonaniu, że obdarzy ich swą niezłomną siłą.

DSC_5005

Do migdałów nie tak łatwo się dobrać , mają kilka łupinek i skorupkę znacznie twardszą od orzechów 🙂

DSC_5007

Gdy my zawzięcie łupaliśmy migdały kamieniem na chodniku, dziadziuś nieźle nas odsadził na swoim osiołku, trudno było go dojść 😛

Udając się dalej na południe wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy docieramy do najważniejszego stanowiska archeologicznego, znanego jako Karthea albo Poles. To starożytne miasto powstało w XII w. p.n.e. i do niedawna nikt się nim nie interesował. Dopiero w ostatnich kilku latach prace archeologiczne zostały zintensyfikowane na tyle, że można zobaczyć chociaż fundamenty i kolumny świątyń m.in. Apolla i Ateny, a także fragmenty starożytnego teatru.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Dawne miejsce kultu Ateny w Karthea 😛

Przedostawszy się na drugą stronę pasma górskiego Katomeria dotarliśmy do zachodniego wybrzeża, gdzie co krok to piękniejsza zatoka i cudowniejsza plaża. Nas szczególnie interesowały jednak te, które mogłyby być również kotwicowiskiem dla Balaou, kiedyś w przyszłości.

DSC_5018

Zatoka Koundours na pewno byłaby idealna dla Balaou 🙂

DSC_5014

Zatoka Pisses również niczego sobie 🙂

I tak powoli zataczaliśmy krąg po wyspie. Stanęliśmy na chwilę na wzniesieniu, żeby sobie westchnąć z podziwu, nabrać w płuca tego powietrza pełnego zapachu rozgrzanych słońcem dzikich ziół, popatrzeć jeszcze przez chwilę na przepiękną panoramę soczysto-zielonej doliny i błękitnego morza w oddali…

DSC_5021

Kea, a szczególnie Dolina Korissii jest tak odmiennie zielona… człowiek zapomina, że to wciąż Cyklady 🙂

DSC_5024

A do portu zawinął właśnie niewielki prom 🙂

DSC_5029

W drodze powrotnej znów mijamy  zapracowanego osiołka 🙂

A co jeszcze ciekawego o wyspie można powiedzieć? To, że Kea jest niezwykle atrakcyjnym miejscem do nurkowania 🙂 Miejscowe centrum nurkowe zapewnia, że przybrzeżne wody o temp. 20-26°C mają doskonałą widoczność, bogate życie morskie, niesamowite ściany, groty i… wraki. Jednym z nich jest statek pasażerski (parowo-żaglowy) Patris, który 21.02.1868 r. płynął z Pireusu (Ateny) na wyspę Siros (na południowy wschód od Kea). Z powodu gęstej mgły wpadł na rafę w Zatoce Koundouros, gdzie złamał się na dwie części i zatonął, a jego wrak leży na głębokości 28 metrów. Największą gratką, niestety tylko dla doświadczonych nurków, jest wrak słynnego HMHS Britannic leżący w głębinie (-12o m) od 21.11.1916 r. Ten ogromny parowiec, który miał służyć jako statek szpitalny podczas wojny, płynął właśnie do Thesalonik, by zabrać na swój pokład rannych, ale 1,5 Mili od brzegów wyspy Kea natknął się na minę podłożoną podobno ledwie godzinę wcześniej przez U-73… Tragedia statku doczekała się nawet ekranizacji, a polegała na tym, że wszyscy by się uratowali, gdyby nie pracujące wciąż śruby, które wciągnęły 30tu rozbitków… Jest jeszcze jeden, niedawno odkryty wrak SS Burdigala (niemiecki liniowiec), który zatonął również w 1916r. i to zaledwie 800 metrów od portu Korissia, na głębokości 53 metrów.

DSC_5033

A na wyciągnięcie ręki Eubeja, wyspa tuż przy kontynencie 🙂

Jaka jest ta niezbyt znana wyspa Kea? Jest z pewnością bardziej zieloną Cykladką niż jej sąsiadki na południu. Nie ma tu złóż mineralnych, które kiedykolwiek przyniosły mieszkańcom pracę najemną i zmianę tradycyjnego stylu życia. Od wieków ludzie tutaj zajmują się pasterstwem, rybołówstwem, rolnictwem, a turystyka jest wciąż trudną do przełknięcia pigułą. Wprawdzie Ateny są 2 godziny promem stąd, ba, nawet jest ten prom, ba, nawet niektórzy zbudowali tu sobie weekendowe domy, ale… to wszystko gdzieś się rozpływa, rozmywa i ostatecznie wyspa sprawia wrażenie autentycznej, leżącej daleko poza zasięgiem biznesu turystycznego. Podróżowanie skuterem po krętych, górzystych dróżkach ma tę zaletę, że na skórze czuje się smyranie słońca, wiatr przyjemnie porywa uczucie gorąca, a popołudniu dookoła unosi się zapach wyprażonych gorącem dzikich ziół i figowców… Chciałoby się nawdychać, nagrabić tego powietrza w płuca na zapas, żeby mieć je na potem, przesiąknięte dziką bazylią, tymiankiem, oregano… Chyba na pociechę zakupimy słynny miód tymiankowy, namiastkę tej cudownej, pełnej aromatów wyspy… Wniosek: Kea jest rajem na ziemi dla żeglarzy, hikerów, malarzy, poetów (jak Simonides) oraz nurków, ale nawet nie uprawiając żadnej z tych dziedzin, trzeba choć raz w życiu poczuć ten jej niewysłowiony wprost klimat, koniecznie 🙂

 

Żegluj z Sail Away! Rejsy pod żaglami po Morzu Śródziemnym fantastycznym jachtem Balaou to najlepszy sposób na udane wakacje :)

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login