Cykady na Cykladach

Wrzesień 21st, 2013 | Posted by carinho in Kulinaria | Miejsca | Rejsy

19.09.2013r.                                                                37°07,97’N 024°31,34’E

Cykady Rzadko tak bywa, żeby człowiek nie mógł doczekać się końca nocy. Dzisiejsza noc należała do tych nielicznych. Rozkołysane wody zatoki i piejące po nocy koguty nie pozwalały zapaść w mocny sen. Trochę zmęczeni, niewyspani wytoczyliśmy się do kokpitu, żeby ziewaniem pozbyć się ostatnich resztek snu, a spod ledwo uniesionych powiek ujrzeliśmy… kojący nerwy widoczek.

Varis

Od razu ma się lepszy humor 🙂

W promieniach słońca, pod cudownie niebieskim niebem nikt nie rozpamiętywał trudów nocy i wybaczyliśmy też miejscowym kogutom zakłócanie ciszy nocnej.

widoczek

Po wieczornych falach zostały tylko zmarszczki

Tuż po wschodzie słońca w zatoczkach zwykle jest bardzo spokojnie, cicho, bez wiatru. Trudno się oprzeć magicznemu powabowi płytkiej, turkusowej wody. Czasem tylko poranny leń powstrzymuje od kąpieli.

woda

Widać ziarnka piasku na dnie

Skoro nie było chętnych na rozbudzającą kąpiel, to podnieśliśmy kotwicę i w drogę. Cel nie był zbyt odległy – to Livadhi na wyspie Serifos, 27 mil na południowy-zachód od nas. Płynąc z daleka rzucał się w oczy pewien statek, którego nasz AIS nie zidentyfikował, ale nie było wątpliwości, że nie jest to statek wycieczkowy.

statek_wojskowy

Po zzoomowaniu widać, że ta załoga nie jest na wakacjach 😉

Jest koniec września i chyba meltemi traci swoją moc. Albo dostaliśmy się w jakiś rozległy obszar ciszy, bo dzisiaj znów cały odcinek przepłynęliśmy na silniku. Jednak mimo braku wiatru wczesnym popołudniem dotarliśmy do ślicznej Ormos Livadhi, gdzie mieliśmy do wyboru port lub kotwicowisko.

zatoka_livadi

Miejsce dla Balaou? Do wyboru, do koloru 🙂

Od razu na wejściu urzekła nas i zatoka zakreślająca szerokim łukiem granice tego pięknego azylu, i to białe miasteczko przycupnięte na samym szczycie wzgórza.

livadhi

Piękny duet – majestatyczna Chora i maleńki porcik u jej stóp

Teleobiektyw pozwolił nam bliżej zobaczyć to niezwykłe miasteczko Livadhi-Chora, które jest 5 km od portu Livadhi.

livadi1

Te domy mają solidny fundament

Do kei podejście było łatwe,  bez najmniejszej walki z wiatrem. Woda w porcie, jak zwykle, była tak przejrzysta, że rzucanie kotwicy nie niosło ryzyka położenia jej na łańcuchu kotwicznym sąsiadów. Praktycznie widziało się cały swój osprzęt od dna aż do windy kotwicznej.

keja

Przycumować się solidnie i w miasto!

Na kei były przyłącza prądu i wody, chociaż locja o tym nie wspominała, ale my nie potrzebowaliśmy ani jednego, ani drugiego. Właściwie jedynym powodem, dla którego stanęliśmy przy kei a nie na kotwicowisku, była chęć zejścia na ląd bez konieczności zrzucania pontonu i desantu do plaży. No bo jak nie chcieć zobaczyć takiego miejsca z bliska?

rybak

Lokalne klimaty

Livadhi skupia się wokół maleńkiego porciku rybackiego i ponoć najpiękniejszej plaży na Serifos – Avlomonas, która rozciąga się po przeciwnej stronie zatoki. Akurat plażą nie byliśmy zainteresowani, bo przez ostatnie 6 godzin leżakowaliśmy na Balaou prażąc się w słońcu aż do odwodnienia. Bardziej interesowały nas więc lokalne wodopoje 😉

porcik

Poproszę stolik z widokiem… na wszystko!

Można by się spodziewać, że Chora jest w centrum zainteresowania, ale to właśnie port Livadhi przyciąga najwięcej turystów i oczywiście żeglarzy. Dlatego tutaj skupiają się lokalne interesy: niekończąca się aleja tawern, kafejek, sklepików, hotelików.

kafejki

I klienci, i stoliki, i krzesła … moczą nogi w zatoce 🙂

Trudno nie przysiąść w takim miejscu choć na mrożoną kawkę … Stąd właśnie widać plażę na przeciwległym brzegu. Wierzymy miejscowym, że jest to najlepsza plaża w tej części galaktyki, ale chyba na tym widoku poprzestaniemy.

parasol

Po południu jest tu pusto, ale po zachodzie słońca trudno znaleźć miejsce

Z naszego stolika można było obserwować, jak stopniowo znikały wolne miejsca przy kei i jak właśnie instalował się nowy, granatowy sąsiad Balaou.

plaza_keja

Mamy wszystko na oku

Miasteczko ułożyło się, zresztą bardzo naturalnie, wzdłuż plaży i nadbrzeżnej promenady, ale jest kilka wdzięcznych uliczek odchodzących promieniście w stronę wzgórza. Chyba w chwili ich wytyczania architekt miasta stosował prostą zasadę – z końca każdej ulicy morze musi być widoczne 😉

ulica

Wszystkie boczne uliczki schodzą prostą linią do zatoczki

To prawdziwa esencja śródziemnomorskiej atmosfery – senne miasteczko, kolorowe łódeczki bujające się w porcie, kafejki nad samym brzegiem morza prześcigające się  aromatami i muzyką, a do tego wszystkiego … cykady, które tak cudownie dopełniają ten wakacyjny obrazek. Bez nich Cyklady nie byłyby Cykladami 🙂

A cykady to owady z rodziny… pluskwiaków. No cóż, rodziny się nie wybiera 😉 Rozpoznawane są po dźwiękach wydawanych przez samce za pomocą ?instrumentu? u nasady odwłoka, tzw. tymbali. Najpospolitszy jest 3-centymetrowy, szaro-brązowy piewik mannik, praktycznie niewidoczny na korze drzew.

cykada

Cykady milkną po zachodzie słońca

Tymbale, czyli „instrumenty grające” cykad, są właściwie częściami szkieletu zewnętrznego, przekształconymi w błoniaste ?żebra?. Takie membrany wprawiane w wibracje za pomocą mięśni owada czynią z jego ciała pudło rezonansowe. Poza tym cykady są też wyposażone przez naturę w swoiste wzmacniacze ? specjalne poduszki powietrzne, dzięki którym potrafią wydawać dźwięki powyżej 108 dB, a jest to hałas młota pneumatycznego w odległości jednego metra!
Niesamowita jest synchronizacja „cykania” setek tysięcy osobników. Samce solidaryzują się w tym wysiłku oczywiście po to, by zwabić samice. Intensywność tej muzyki wzrasta w południe, bo cykady lubią grać w najgorętszych momentach dnia – przez całą porę sjesty, aż do zachodu słońca. W antycznej Grecji cykada była symbolem nieśmiertelności. Już ówcześni przyrodnicy zaobserwowali, że owad ten po wieloletnim pobycie pod ziemią w stadium larwalnym, wspina się na drzewa, zrzuca starą powłokę cielesną i… zaczyna nowe życie. Czyż więc nie realizuje mitu o wiecznej młodości? Podobno starożytni Grecy często trzymali cykady w klateczkach ze słomek, by napawać się ich śpiewem. Osobiście wolę słuchać ich pieśni miłosnej rozchodzącej się pośród konarów drzew i zapachu żywicy.

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login